Otwarcie

    Siedziałam zdenerwowana na fotelu pasażera samochodu, który w zasadzie należał też do mnie, ale świadomość, że jest on kompletnie „nie taki” jaki w ogóle bym rozważała w zakresie dokonania jego zakupu, potęgował jeszcze bardziej narastające we mnie uczucie irytacji. Tak, myśl o tym, że zostałam postawiona pod ścianą - dwojaką, co niebawem wyjaśnię, w zakresie dokonania jego zakupu, napawała mnie jeszcze większą złością i odrazą do otaczającego mnie świata i sytuacji, w której się znalazłam. 

    Część z was pomyśli, aha, znowu mamy do czynienia z księżniczką, która mając pełną dupę, posiadając chociażby samochód wybrzydza i przecież lepiej płakać w furze niż na ławce w parku, ale wierzcie lub nie - w tym czasie i stanie, w którym się znajduję, wolę by moja dupa była przymarznięta do tej ławki, niż fotela pasażera samochodu, który niedługo będzie trzeba formalnie oddać. 


    Samochód to była kropla w morzu. Li tylko jedna z łez spływających po moim policzku. W zasadzie to nadal jest.


    Wracając do poczucia irytacji i złości, nie były to uczucia nowe. Stan ten trwał już dobry rok jak nie dłużej, a podszyty był dodatkowo całkowitym brakiem umiejętności podejmowania jakichkolwiek decyzji. W jaki sposób się to objawiało? Ano bardzo prosty. Przez lata kroczenia przez kręte ścieżki tego świata porzuciłam praktycznie wszystkie cząstki siebie samej, co natomiast całkowicie wypaczyło chociażby zdolność do ustalania i następnie komunikowania swoich potrzeb. Konsekwencją takiego stanu rzeczy była bardzo głęboka pustka w sercu - a nawet co smutniejsze duszy, która poddane, bezwładne ciało kierowała na tory wyznaczone przez inne bardziej lub mniej życzliwe mi osoby. 


    Jak już możecie zauważyć, lektura nie będzie należała do najprostszych. Clue tej pierwszej formy pisemnej jest możliwość rozruszania ręki, rozpisania pióra, obwąchania się z papierem, klawiaturą i ewentualną satysfakcją lub też zawiedzeniem, w zakresie sprawności przelewania myśli, które ciążą mi złowrogo w głowie. Powiem Wam, że gdybym pozbyła się, spaliła, wyrzuciła chociaż połowę kłębiących się w mojej głowie myśli, to bez większych kłopotów udałoby mi się osiągnąć moją wymarzoną wagę. Dodam jedynie dla ciekawskich - waga ta ciągle oscyluje w granicach „jeszcze mniej się da”, zatem jej precyzja jest podobna do mojego życiowego zdecydowania się w zakresie „być albo nie być”. 


    Pierwszy akapit tej formy dotyczy złości i zdenerwowania, które jak wskazałam są moimi nieodłącznymi towarzyszami życia od bardzo wielu lat. Częściowo, jak się okazuje stan ten związany jest ze wspaniałym dzieciństwem, które jak się okazało po wielu latach nie było tak usłane różami, jak to mi starali się wpoić rodzice, które w głównej mierze polegało na wypełnianiu misji przez nich nałożonej. Nie mogę powiedzieć, bym im wielu rzeczy, które mogłam wówczas doświadczyć nie zawdzięczała - otrzymałam cały wachlarz możliwości, których pewnie nie doświadczyło większości z was. Miałam możliwość korzystania, uczestniczenia i realizowania aktywności na bardzo wielu polach, które niestety w dużej części zostały na mnie po prostu z góry narzucone. Tak oto rozpoczęła się moja przygoda z wykonywaniem czynności, które choć przychodziły mi z łatwością - większą lub mniejszą, doprowadziły do porzucenia własnych wartości, a możliwe nawet, że ich niewytworzenia. Bo w jak zdrowy i racjonalny sposób dziecko, nastolatek, mają ustalić co jest dla nich dobre, kiedy każdorazowa próba odnalezienia takiego stanu, aktywności, uczucia była prostowana i kierowana w stronę dla mnie "lepszą"? Jak zwykłe - tego nie jedz, to ci nie służy, zjedz to, powtarzane jak mantra od kilkunastu, a kolejno kilkudziesięciu lat pozwoliłoby na wytworzenie swojego, unikatowego zdania nie podszytego dobrodusznym szeptem? 


    Brzmi dziwnie? Czy ten stan ukazuje mnie jako mięczaka, jako "pizdę w świecie" nieposiadającą pokładów asertywności, woli walki, chęci odnajdywania własnego ja i ciekawości otaczającego mnie świata? Być może. Powiem więcej, do pewnego momentu - na pewno. Ogromny strach przechodzący przez moje ciało i umysł przedstawiający tak bliskich mi ludzi, którzy chcieli dla mnie jak najlepiej jako tych, którzy będą zawiedzeni moim wyborem, moimi poglądami, nakazywał spuszczać głowę i wycofywać się z frywolnością tychże myśli. 


    Frustracja, irytacja i zdenerwowanie towarzyszą mi od wielu lat. Tak po prawdzie nie tylko wtedy, kiedy siedzę w tym fotelu pasażera własnego - w części - samochodu, którego gdybym mogła wybrać w życiu bym nie wybrała. To właśnie te uczucia zaczęły przebijać spod warstwy lodu, którą jestem skuta i która pod wpływem nacisku pęka, by ponownie - pod wpływem temperatury skuć tę pokrywą moje serce, duszę i myśli. Świat od wielu lat zalewany jest informacjami o globalnym ociepleniu, gdzie pokrywa lodu zaczyna topnieć w najgrubszych warstwach lodowców. Moje zdenerwowanie powoli zaczyna przynosić pewne korzyści - a to z uwagi na generowanie tej fali ciepła, która topi tę warstwę lodu, przez którą zaczyna przebijać goła skóra rozpoczynająca gonitwę za gotowością do przyjmowania pierwszych nauk o własnym ja. O tym kim tak naprawdę jestem. Co tak naprawdę lubię. Czego i kogo tak naprawdę szukam. Jak wiele wartości znajduje się w środku mojego serca i duszy. 


    Tak zacznę moją opowieść w głąb mojej duszy, w której znajdują się wszystkie niezbędne mi do życia narzędzia. Które jedyne co - muszę dostrzec, zauważyć i wybrać na początek te, które niewątpliwie są najbardziej potrzebne do stworzenia silnej i niezależnej od innych osoby.  

Komentarze